Przygotowuję się do udziału w seminarium „Vademecum sekurytyzacji ze szczególnym uwzględnieniem bankowych wierzytelności hipotecznych - oczekiwana praktyka a ramy obowiązujących przepisów”, które organizuje Fundacja na Rzecz Kredytu Hipotecznego w dniu 28 listopada. Jestem tam jednym z referentów, w zacnym gronie znawców i specjalistów z tej tematyki: „Modelowanie transakcji sekurytyzacyjnej – pragmatyczne podejście, procedury i czynności związane z utworzeniem spółki celowej, transferem wierzytelności, emisja papierów wartościowych oraz rozliczeniem transakcji” – tak brzmi mój temat i jego rozwinięcie.
Pomimo, że najdalej jutro powinienem organizatorom przesłać slajdy swojej prezentacji, ciaglę stoję przed dylematem, który tak ironicznie wybrzmiewał w moim pierwszym wpisie na tym forum. Jak wyeksponować pragmatyzm, by uwiódł on wyobraźnię potencjalnych inicjatorów procesów sekurytyzacyjnych, pozwalając im dostrzec w narzędziu sekurytyzacyjnym klucz do rozwiązania ich perspektywicznych potrzeb finansowych.
Upieram się przy stwierdzeniu, które pewnie po raz kolejny powtórzę i na listopadowym seminarium, że sekurytyzacja jest produktem o nieuświadomionym popycie… ale też z drugiej strony nie jest panaceum na wszystkie… (no właśnie – czy aby pojęcia „dolegliwości” tu można uzyć?), bo czasem boję się, że zanim sekurytyzacja stanie się tak dostępnym instrumentem aktywnej polityki finansowej przedsiębiorstw, banków czy instytucji samorządowych, nie będzie musiała przejść tej co leasing drogi, by w świadomości jej „użytkowników” przestać być „brzytwą” podawaną tonącym przedsiębiorstwom. Przez ileż to lat, leasing był traktowany jako ostatnia szansa na znalezienie finansowania w szczególnie trudnej sytuacji, gdzie już trudno było mówić o jakiejkolwiek zdolności kredytowej strony poszukującej finansowania.
Zastanawiam się czy i sam nie dorzuciłem kamyczka do takiego pojmowania sekurytyzacji, skoro pilotażowy program zrealizowany z niekwestionowanym sukcesem, dedykowałem „najtrudniejszej chyba wówczas z branż … właśnie w górnictwu węgla kamiennego, wdrażając owe zastosowanie w spółce w najtrudniejszej sytuacji finansowej.” – o czym ostatnio wspomniałem. Być może uległem złudzeniu, że jeśli zademonstruję instrument zdający egzamin we wdrożeniu w tak skrajnie trudnych uwarunkowaniach, to jego promocja dla ustabilizowanych odbiorców będzie fraszką… Dziś, skłonny jestem przyznać, że raczej wywołało to skojarzenie jednoznacznego przeznaczenia tego instrumentu dla obolałych ekonomicznie gospodarczych struktur a jednym z dowodów słuszności takiego domniemania, jest legislacyjne zakotwiczenie sekurytyzacji należności bankowych w ustawie o funduszach inwestycyjnych, jako narzędzia do restrukturyzacji portfeli udzielonych kredytów i pożyczek, stanowiących aktywa nieregularne (po prostu stracone).
Zresztą tej ustawie i jej sekurytyzacyjnym zapisom zamierzam poświęcić nieco więcej uwagi, może już po wspomnianym seminarium, gdyż zawiera ona niekonsekwencje i nieścisłości i wywoływała, wywołując nadal wiele rozbieżnych interpretacji.
Przymierzając się do redakcji kolejnych slajdów swojego seminaryjnego wystąpienia, nie mogę uwolnić się od przekonania, że dziś jedno wdrożenie dało by więcej argumentów uświadamiających popyt, niż najcelniejsze prezentacje pragmatycznych podejść i uwarunkowań… na szczęście jest ono dziś już na tyle bliskie, że warto je wesprzeć także seminaryjnymi slajdami…



