I sekurytyzacji się oberwało…
 Oceń wpis
   

Profesor Marek Belka nie jest odosobniony gdy twierdzi*, że „Instrumenty sekurytyzacyjne na jakiś czas znikną (…)” uznając, że symptomom kryzysu na rynkach finansowych winna jest sekurytyzacja. Jest w tym sporo racji, gdy sekurytyzację odnosimy jedynie do portfela należności bankowych. Zupełnie inaczej jest gdy rozwiązania sekurytyzacyjne chcemy wykorzystać do przyspieszenia przepływów finansowych w  podmiotach gospodarczych, poddając sekurytyzacji ich przyszłe należności.

W Polsce próbowaliśmy z powodzeniem na przełomie wieków (sic!) XX i XXI wdrożyć rozwiązania pozwalające na sekurytyzację portfeli przyszłych należności. Wspominałem o tym przed dwoma laty.

Wracam do tematu, bo właśnie obecna sytuacja czyni te mechanizmy nieodzownymi do obrony gospodarki przed symptomami kryzysu.

Na przestrzeni dziesięciolecia nic szczególnego się w tym względzie nie wydarzyło poza ustawowym zakotwiczeniem sekurytyzacji w Ustawie o funduszach inwestycyjnych i ustawach w których ta wprowadza zmiany, ze szczególnym uwzględnieniem ustawy Prawo bankowe i Ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Podczas prac legislacyjnych, poza zdefiniowaniem szczególnej formy funduszy inwestycyjnych wskazano, że podmiotem emisyjnym mogą być również specjalnie powoływane w tym celu spółki kapitałowe.

Tak jakoś się stało, nie pierwszy raz zresztą,  gdyż z niestaranności legislacyjnej wynika, że sekurytyzacyjne fundusze inwestycyjne sobie a podmioty emisyjne, którymi mogą być spółki prawa handlowego, sobie. Coś z tym trzeba zrobić. Może na początek przyjąć projekt uporządkowania zapisów sekurytyzacyjnych w obowiązujących ustawach.  Wówczas gdy procedowano nad Ustawą o funduszach inwestycyjnych zawierającej regulacje sekurytyzacyjne był też złożony do laski marszałkowskiej projekt Ustawy o sekurytyzacji. Dziś nie trzeba już do tego wracać, ale warto by proponowana w 2003 Ustawa o sekurytyzacji została rozpisana „na głosy”  poprzez zewidencjonowanie i ujednolicenie zapisów sekurytyzacyjnych w poszczególnych ustawach,  w których już te odniesienia się pojawiły i wskazanie tych, które o zapisy sekurytyzacyjne należałoby uzupełnić. Takie  pakietowe rozwiązanie legislacyjne (wprowadza możliwość sprawnego  nowelizowania) kompleksowo określi warunki brzegowe i niezbędne szczegółowe uregulowania i co najważniejsze jest do przeprowadzenia nawet w rozpolitykowanym parlamencie.

A zacząć by należało od wyprowadzenia definicji sekurytyzacji umożliwiającej rozróżnianie obsługiwanych portfeli oraz zdefiniowania i określenia roli podmiotu emisyjnego. Będzie to pierwszy krok likwidujący niemerytoryczną interpretację podmiotu emisyjnego, dziś nie utożsamianego  z transakcjami opartymi o sekurytyzacyjne fundusze  inwestycyjne.

Wówczas łatwiej i odpowiedzialniej można będzie dyskutować czym jest sekurytyzacja - szansą czy zagrożeniem?

*) 20 pytań do… Marka Belki – Kazimierz Krupa, Grzegorz Cydejko Forbes 11/08

Komentarze (1)
Czas na dłużne...
 Oceń wpis
   

We wstępniaku Forbs Inwestor, jego naczelny pisze, że wielcy specjaliści milczą (…) i jak ognia unikają prognozowania w którą stronę pójdzie rynek. Dalej w numerze w Investor-Info z tekstu „Albo marka, albo…” dowiadujemy się, jak bezskutecznie nowo pojawiająca się firma na rynku ze zweryfikowanymi prognozami rynkowymi, zabiegała o pozyskanie finansowania z giełdy. Wypowiadający się tam prezes zarządu tej spółki kończy swoją wypowiedź stwierdzeniem, że czasem warto poza cyframi i procedurami, użyć dobrze rozumianej wyobraźni.

Podpisując się pod tą tezą, chciałbym pójść dalej. Pracując od wielu lat nad rozwiązaniami dla lokalnych rynków kapitałowych koncentrowałem swoja uwagę na instrumentach dłużnych i choć nigdy nie sięgałem do satysfakcji twierdząc co jakiś czas, a nie mówiłem… to niezmiennie uważam, że czas zdetronizować papiery udziałowe emitowane dla finansowania celów inwestycyjnych sięgając po dłużne, oparte na kalkulacji, miast tych pierwszych wabiących swymi spekulacyjnymi atutami.

Dziś, mówiąc językiem moich dzieci… Uni Credito mogło by skoczyć… Lotosowi, gdyby ten w swoich aktywach finansujących śmiałe inwestycje, miał to finansowanie zbudowane na papierach dłużnych. Cóż można by zarzucić wyemitowanym obligacjom, których terminy zapadalności jak i rentowność skorelowana byłaby z perspektywą inwestycyjną. A tak… mamy co widzimy.

Może więc właśnie dziś, przy wtórze kasandrycznego krakania, należy śmiało zweryfikować dotychczasowe sympatie rynkowe i spojrzeć na niebazujące na spektakularnych obietnicach papiery dłużne, zapewniające jedynie „podręcznikowy” trwały dochód.

Komentarze (1)
A jednak... seminarium
 Oceń wpis
   

Przygotowuję się do udziału w seminarium „Vademecum sekurytyzacji ze szczególnym uwzględnieniem bankowych wierzytelności hipotecznych - oczekiwana praktyka a ramy obowiązujących przepisów”, które organizuje Fundacja na Rzecz Kredytu Hipotecznego w dniu 28 listopada. Jestem tam jednym z referentów, w zacnym gronie znawców i specjalistów z tej tematyki: „Modelowanie transakcji sekurytyzacyjnej – pragmatyczne podejście, procedury i czynności związane z utworzeniem spółki celowej, transferem wierzytelności, emisja papierów wartościowych oraz rozliczeniem transakcji” – tak brzmi mój temat i jego rozwinięcie.

Pomimo, że najdalej jutro powinienem organizatorom przesłać slajdy swojej prezentacji, ciaglę stoję przed dylematem, który tak ironicznie wybrzmiewał w moim pierwszym wpisie na tym forum. Jak wyeksponować pragmatyzm, by uwiódł on wyobraźnię potencjalnych inicjatorów procesów sekurytyzacyjnych, pozwalając im dostrzec w narzędziu sekurytyzacyjnym klucz do rozwiązania ich perspektywicznych potrzeb finansowych.

Upieram się przy stwierdzeniu, które pewnie po raz kolejny powtórzę i na listopadowym seminarium, że sekurytyzacja jest produktem o nieuświadomionym popycie… ale też z drugiej strony nie jest panaceum na wszystkie… (no właśnie – czy aby pojęcia „dolegliwości” tu można uzyć?), bo czasem boję się, że zanim sekurytyzacja stanie się tak dostępnym instrumentem aktywnej polityki finansowej przedsiębiorstw, banków czy instytucji samorządowych, nie będzie musiała przejść tej co leasing drogi, by w świadomości jej „użytkowników” przestać być „brzytwą” podawaną tonącym przedsiębiorstwom. Przez ileż to lat, leasing był traktowany jako ostatnia szansa na znalezienie finansowania w szczególnie trudnej sytuacji, gdzie już trudno było mówić o jakiejkolwiek zdolności kredytowej strony poszukującej finansowania.

Zastanawiam się czy i sam nie dorzuciłem kamyczka do takiego pojmowania sekurytyzacji, skoro pilotażowy program zrealizowany z niekwestionowanym sukcesem, dedykowałem „najtrudniejszej chyba wówczas z branż … właśnie w górnictwu węgla kamiennego, wdrażając owe zastosowanie w spółce w najtrudniejszej sytuacji finansowej.” – o czym ostatnio wspomniałem. Być może uległem złudzeniu, że jeśli zademonstruję instrument zdający egzamin we wdrożeniu w tak skrajnie trudnych uwarunkowaniach, to jego promocja dla ustabilizowanych odbiorców będzie fraszką… Dziś, skłonny jestem przyznać, że raczej wywołało to skojarzenie jednoznacznego przeznaczenia tego instrumentu dla obolałych ekonomicznie gospodarczych struktur a jednym z dowodów słuszności takiego domniemania, jest legislacyjne zakotwiczenie sekurytyzacji należności bankowych w ustawie o funduszach inwestycyjnych, jako narzędzia do restrukturyzacji portfeli udzielonych kredytów i pożyczek, stanowiących aktywa nieregularne (po prostu stracone).

Zresztą tej ustawie i jej sekurytyzacyjnym zapisom zamierzam poświęcić nieco więcej uwagi, może już po wspomnianym seminarium, gdyż zawiera ona niekonsekwencje i nieścisłości i wywoływała, wywołując nadal wiele rozbieżnych interpretacji.

Przymierzając się do redakcji kolejnych slajdów swojego seminaryjnego wystąpienia, nie mogę uwolnić się od przekonania, że dziś jedno wdrożenie dało by więcej argumentów uświadamiających popyt, niż najcelniejsze prezentacje pragmatycznych podejść i uwarunkowań… na szczęście jest ono dziś już na tyle bliskie, że warto je wesprzeć także seminaryjnymi slajdami…

Komentarze (1)
Czasem trzeba otrzeć się o banał…
 Oceń wpis
   

Wytarte a ciągle niezużyte powiedzenie głosi, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi… o pieniądze. Muszę przypuszczać, że tylko banalność tego stwierdzenia powoduje, że odrzucają je lub nie dostrzegają jego istoty demiurdzy naszej sceny politycznej i gospodarczej… i to nie tylko Ci dziś ją zajmujący…

Wśród blogowiczów tej witryny większość na tej scenie odgrywała, odgrywa, będzie odgrywać (lub tak sądzi) znacząca rolę… z Niektórymi z nich miałem przyjemność osobiście się poznać a poznania Niektórych spodziewam się niebawem….

Od wielu lat zajmuję się konsekwentnie obszarem, który znacznie później niż zacząłem go uprawiać, określiłem jako "techniki finansowania pozakredytowego"…

Na początku lat 90. dostrzegałem w posługiwaniu się instrumentami dłużnymi szansę na restrukturyzację gospodarki… dziś jestem skłonny uważać, że tak zdecydowana ekspozycja udziałowego finansowania rozwoju (akcje) często jest tylko ekonomicznym przedszkolem.

Kiedy wówczas mówiłem i zabiegałem o wysłuchanie w niektórych gabinetach o potrzebie emisji euroobligacji, jedni patrzyli na mnie z przestrachem w oczach, inni z niedowierzaniem, by istniał tak prosty sposób na wspomaganie rozwiązywania tak nabrzmiałych wówczas problemów…

Byli też i tacy, którzy z entuzjazmem ogłosili światu, że pomysł wart jest podjęcia - nazywając euroobligacje (w udzielonym wywiadzie prasowym) wekslami, które wyemitować miał chyba skarb państwa (choć go jeszcze nawet instytucjonalnie nie było)…

Szybka rotacja na scenie politycznej nie pozwoliła na sprostowanie tej "definicji" i podjęcia działań umożliwiających wcielenie koncepcji w życie… koncepcji, która po paru latach stała się faktem, a dziś instrument ten jest jednym z filarów zewnętrznego finansowania się budżetu. Mnie pozostała ta satysfakcja, że Osoba realizująca w Ministerstwie Finansów ten projekt, towarzyszyła mi w rozmowie w owym ważnym gabinecie będąc stażystą z (z nieprzesadzonymi, jak się okazało) perspektywami.

Podczas pobytu w Buenos Aires i rozmów z tamtejszymi finansistami definiując czym zajmuje się prowadzona przeze mnie spółka, powiedziałem, że wdrażamy zastosowania konwencjonalnych instrumentów finansowych do rozwiązywania niekonwencjonalnych problemów, a niekonwencjonalnych instrumentów do radzenia sobie z pospolitymi sprawami. W pierwszym przypadku myślałem o obligacjach, których użyliśmy do wsparcia prywatyzacji zasobów mieszkaniowych a w drugim, próbując w oparciu o certyfikaty gwarancyjne finansować kolejne pomysły restrukturyzacji finansowej przemysłu (a właściwie to głównie górnictwa).

Ten pierwszy pomysł wdrożyliśmy z powodzeniem… drugiego nie udało się skutecznie zainicjować…

Tak czy owak… gdzieś u schyłku lat dziewięćdziesiątych przeprowadziliśmy udane wdrożenie sekurytyzacji należności w najtrudniejszej chyba wówczas z branż … właśnie w górnictwie węgla kamiennego, dedykując owe zastosowanie spółce… w najtrudniejszej sytuacji finansowej.

Zresztą na przełomie (nomen, omen) wieku, było kilka sekurytyzacyjnych inicjatyw… po których potem słuch zaginął…

Dziś … historia zatacza koło… bo w nowym oprzyrządowaniu prawnym (które rodząc się nieomal nie przekreśliło szans na realizację modelu, który na rozwiniętych rynkach jest standardem) jawi się szansa zainteresowania (zaintrygowania) dzisiejszych włodarzy politycznej (gospodarczej) sceny możliwościami tego instrumentu, których nijak nie można przecenić… bo jak wówczas tak i dziś odbywają się co rusz konferencje lub seminaria… których programy, poza datami jakimi są opatrzone, niewiele się od tamtych różnią, koncentrując się na… kreowaniu katalogu niemożności. A już Cyprian Kamil Norwid w swojej fraszce „Posiedzenie” dotknął tego problemu (nie mogę się oprzeć, by nie zacytować całej fraszki):

Z ogromnej sali wyniesiono śmiecie

I kurz otarto z krzeseł - weszli męże

I siedli z szmerem, jak w pochwy oręże,

I ogłosili... cóż?... że są w komplecie!!

- I siedzą... siedzą... aż tam gdzieś na świecie

Wariat wynajdzie parę, a artysta

Podrzędny - promień słoneczny utrwali,

A nieuczony jakiś tam dentysta

Od wszech boleści człowieka ocali...

A Akademie milczą... lecz w komplecie.

Więc pewnie nie wstyd mi dziś byłoby nadal być…… dentystą.

Komentarze (0)
1 | 2 |
Archiwum
Rok 2017
Rok 2011
Rok 2009
Rok 2008
Rok 2006
Kategorie
Finanse
O mnie
Jarosław Ławrynowicz
doradca ekonomiczny, Prezes Zarządu Spółki Zakład Ekspertyz Gospodarczych
Najnowsze wpisy
2017-02-24 13:17 Zdecydowanie niezdecydowani...
2017-01-23 11:36 Brać czy się bać
2017-01-16 13:42 Dekada
2011-09-17 20:41 Senat 2011… dlaczego?
2011-06-03 11:09 Inicjatywa skazana na przespanie?
Najnowsze komentarze
2013-08-13 18:06
kredyty_porady:
Senat 2011… dlaczego?
Deklaracje a potem...
2012-12-01 13:01
windykator_:
A jednak... seminarium
A jak to się ma w porównaniu z faktoringiem?
2011-09-19 18:30
aaarghhh:
Senat 2011… dlaczego?
Immunitet też się przyda, prawda Panie Jarosławie ;>