Senat 2011… dlaczego?
 Oceń wpis
   

Obok prowadzonych na niezmienionych zasadach wyborach parlamentarnych do Sejmu, wybór do Senatu po raz pierwszy odbywa się poprzez okręgi jednomandatowe. Partie i politycy swoją uwagę skupiają na wyborze posłów, o senacie słychać mniej, poza przemykającymi przez media wzmiankami o inicjatywie prezydentów miast, a i to z akcentami na niewykorzystaną szansę skuteczniejszego wypromowania tej inicjatywy.

Przyjąłem propozycję kandydowania do Senatu z okręgu 80. obejmującego Katowice, i tak znalazłem się na liście ze znamienitymi rywalami o senatorski fotel.

Senat wybrany w okręgach jednomandatowych ma szansę przestać być kalką sejmowej struktury koalicyjnej, i zwiększyć swoją rolę w procesie stanowienia prawa. Wiem z własnego skromnego doświadczenia, z uczestnictwa jako doradca ekonomiczny w pracach nad niektórymi ustawami (ustawa o funduszach inwestycyjnych w 2004 roku, czy o ochronie nabywcy mieszkania lub domu rodzinnego, w ostatnich miesiącach), że w senacie zwykle umacnia się przewaga koalicyjnego rozwiązania, często wykluczając merytoryczną weryfikację przedkładanych projektów.

Teraz może być inaczej, stąd ważne by w tych ławach zasiedli ludzie rozumiejący procesy gospodarcze, a nie będący jedynie fechtmistrzami politycznego oręża.

Obecne wybory odbywają się w szczególnym czasie, gdy zarówno Polska jak i Europa staje przed ważkimi wyzwaniami. Wprawdzie jest to truizmem, ale dziś trzeba go powtarzać nieustanie: tylko gospodarka, gospodarka i jeszcze raz gospodarka jest kluczem na przetrwanie kryzysu i wyjście z niego obronną ręką.

Sporo jest do zrobienia, i niemniej możliwości by zakładane cele osiągać (pomijając pakiety nierealnych obietnic, nadających ton kampanii). Poprzednim wpisem o zmarnowanej szansie, zwracałem uwagę na prywatyzacje pracowniczo menadżerską, która nie powinna być akcją powoływania nowych spółek pracowniczych, lecz rozwiązaniem pozwalającym pracownikom i menadżerom uczestniczyć w prywatyzacji swoich przedsiębiorstw. Można tylko zwiększyć ich indywidualne możliwości finansowe nawet pięciokrotnie. Takie rozwiązanie jest realne, nie zakłóca standardowego procesu prywatyzacji, nie ingeruje w rynkowy charakter tej operacji.

Trzeba i należy zadbać o dopływ środków dla przedsiębiorstw, uruchamiając rozwiązania finansowania pozakredytowego, nie naruszając standardów bezpieczeństwa rynku finansowego, tworząc możliwości większego niż dotąd wykorzystania obligacji czy transakcji sekurytyzacyjnych, które mogą być rozwiązaniem modelowym gwarantując utrzymanie (i wzmocnienie) poziomu bezpieczeństwa poprzez minimalizacje ryzyk finansowych, utrzymując je w obowiązujących (i wciąż zaostrzanych) standardach.

Można i trzeba udrożnić przepływy finansowe w najbardziej wrażliwych obszarach, jak choćby służba zdrowia, wiążąc finansowanie świadczeń z obowiązkami aktywnego uczestniczenia pacjentów w niezbędnej profilaktyce zdrowotnej. Rozwiązanie, bez burzenia dotychczasowych struktur, przy współczesnych możliwościach technologicznych jest możliwe do szybkiego wdrożenia.

Nie można zapominać o narastającym bezrobociu wśród młodych dobrze wykształconych absolwentów, którym można pomóc nie zżymając się na pracodawców unikających oferowania stabilnych warunków zatrudnienia, dając tym drugim narzędzia by we własnym interesie byli zainteresowani zatrudnianiem na umowy o pracę.

Można i należy… rzeczywiście można by długo wyliczać takie działania, które zgoła w bezinwestycyjny sposób pozwolą tworzyć warunki godzące rozwój gospodarczy z formami wsparcia adresowanymi do tych, którzy ich najbardziej potrzebują, i którzy owe wsparcie w najefektywniejszy sposób wykorzystają, dla siebie i w ostatecznym rachunku dla nas wszystkich. Dlatego się zdecydowałem…

Komentarze (1)
Inicjatywa skazana na przespanie?
 Oceń wpis
   

Na rytm gospodarki nakłada się szereg różnorakich zjawisk, podmuchy kryzysu zdolne zmieść z powierzchni nie jeden biznesowy byt, fale koniunktury pozwalające budować solidne podstawy pod ambitne projekty. Pojawią się tez często w odpowiedzi na jeden lub drugi bodziec pomysły, które na chwile ogniskują uwagę a potem odchodzą w niebyt.

Takie wrażenie można odnieść śledząc pomysł Ministerstwa Gospodarki prywatyzacji pracowniczo menedżerskiej, który wprawdzie zmaterializował się w rządowym Projekcie wsparcia i w zasadzie na tym, jak na dziś kończy się (chyba zbyt krótka) lista sukcesów.

Może dlatego, że jednym kojarzył się z zaniechaną już w połowie lat dziewięćdziesiątych ideą prywatyzacji pracowniczej. Ku takiemu spojrzeniu skłania moim zdaniem niezbyt fortunna propozycja tworzenia nowych bytów pod szyldem spółek aktywności obywatelskiej. Czy to takie gospodarcze ORMO pytają złośliwie niektórzy. Tym którzy się z tym zjawiskiem nie zetknęli wyjaśniam, że były to Ochotnicze Rezerwy Milicji Obywatelskiej taki administracyjnie (a może bardziej partyjnie) sterowany spontaniczny ruch wsparcia dzielnej milicji. Nie sądzę by w gospodarce były konieczne jakieś dodatkowe byty, skoro zakładane cele przed prywatyzacją pracowniczo menedżerską można uzyskać i bez tego. Ale tak naprawdę nie w tym pewnie tkwi sedno problemu.

Czym jest dziś prywatyzacja pracowniczo menedżerska? Czasem można mieć wrażenie, że inscenizowanym przespaniem szansy? Już niebawem czeka nas kilka dużych projektów prywatyzacyjnych z Jastrzębską Spółką Węglową włącznie. W żadnym nie przewija się wątek prywatyzacji pracowniczo menedżerskiej. Fakt, pracownikom przysługuje 15% bezpłatnych akcji. No tak, tylko że jak się okazuje, dziś przysługuje już tylko nielicznym. A co pozostałym? Wydawać by się mogło, że to właśnie miejsce na pokazowe wręcz zademonstrowanie przydatności prywatyzacji pracowniczo menedżerskiej. Przecież  można dziś każdemu pracownikowi zaproponować nabycie 5 akcji, a ściślej zaoferowanie czterech za darmo pod warunkiem nabycia jednej. Tak za pomocą dostępnych rozwiązań narzędziowych można zrealizować zawarte w rządowym programie „Wsparcie prywatyzacji poprzez udzielenie poręczeń i gwarancji spółkom z udziałem pracowników i jednostek samorządu terytorialnego (spółkom aktywności obywatelskiej)”  założenia i idee dla przeprowadzenia prywatyzacji pracowniczo menedżerskiej.  A co robi rząd zaproszony do stołu rokowań przez grożących strajkiem związkowców? Obiecuje pakiet bezpłatnych akcji dla wszystkich, czy im się prawnie należą czy nie. Prawo? Widać to żaden problem.

Przypomnijmy co legło u podstaw tej inicjatywy prywatyzacji pracowniczo menedżerskiej. Słuszne przekonanie, że skoro zagraniczni inwestorzy otrzymali wsparcie ich udziału w procesie prywatyzacji gospodarki szacowane na ponad 7 mld złotych, było by rzeczą słuszną (sprawiedliwą) podobnego wsparcia udzielić krajowemu inwestorowi rozproszonemu  czyli przyszłemu akcjonariatowi spośród pracowników i menedżerów. Zainteresowanych odsyłam do publikacji , szczególnie licznych w czasie powstawania tego Programu. Dziś pisze się na ten temat nie wiele, bo też i nie wiele się w tej sprawie dzieje. Nie moją rzeczą jest roztrząsać szczegóły rozwiązań proponowanych w Programie, wystarczy że nie są skuteczne. A nie są bo nie wywołały oczekiwanego aplauzu wśród jego adresatów – pracowników i menedżerów spółek Skarbu Państwa lub z jego udziałami.

Przed laty posługując się obligacjami poddano prywatyzacji ponad 50 tysięcy mieszkań należących do zakładów pracy i gmin. Wówczas nabywając mieszkania po wysoce preferencyjnych warunkach mimo rozliczania transakcji po cenach rynkowych dziesiątki tysięcy najemców stały się ich właścicielami. Wówczas na szczeblu rządowym ta inicjatywa została poddana analizie i przychylnie przyjęta, lecz zaskakujący tempem kalendarz zmian politycznych przekreślił te zamierzenia. Opierając się na tym rozwiązaniu można dziś postąpić podobnie z akcjami, także umożliwiając preferencyjne (co do zasad dostępu) nabywanie akcji w spółkach zależnych. Nie ma żadnych przeszkód by wdrażać ten model, który odpowiada zarówno na oczekiwania Skarbu Państwa, prywatyzowanych przedsiębiorstw oraz ich pracowników i menedżerów.

Komentarze (0)
Chapeaux bas…
 Oceń wpis
   

To zrozumiałe, że w dyskusji o opcjach większa siła rażenia była po stronie oponentów wicepremiera Waldemara Pawlaka proponującego unieważnienie umów na opcje walutowe. Oczywiście nie brakowało też zwolenników takiego podejścia, lecz ci pozostawali w mniejszości. Mimo to, wicepremier nie porzucił poszukiwania rozwiązań. I cokolwiek można o tych propozycjach powiedzieć, to niewątpliwie pomysł Waldemara Pawlaka i jego determinacja w szukaniu rozwiązań zmusiła banki do zrewidowania swoich postaw wobec przegranych nabywców opcji. „Jeśli firmy nie stać na realizację opcji, bank powinien zamienić je na kredyt. Rozłożony na kilka lat mógłby być ciężarem realnym do udźwignięcia przez firmę. Kredyty takie mogłyby też być gwarantowane przez państwo” - mówi Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK w wywiadzie udzielonym Dziennikowi w dniu 23 lutego 2009 roku. To pierwsza tak zdecydowana deklaracja wyciągnięcia ręki do przegranych.

To ważny krok, bo gra się toczy o coś więcej, chodzi o polska gospodarkę. I dlatego nie można przegranych, nawet jeśli przegrali na własne życzenie (jak to niewątpliwie było w większości przypadków) pozostawić samym sobie. Tam gdzie trzeba, niech właściciele zastanowią się co zrobić z zarządami firm o duszach hazardzisty. Ich wybór. Tam gdzie właścicielem jest Państwo, takim przypadkom należy się przyjrzeć ze szczególną uwagą. Przecież kondycja tych przedsiębiorstw to nie tylko ich własna sprawa i o tym zdaje się pamiętał wicepremier narażając się na zarzuty przeciwników proponowanych przez niego rozwiązań. I za to należy się mu, jak w tytule…

Odwaga (a o tą szczególnie trudno wśród polityków) jest w cenie szczególnie na trudne czasy, by nie były jeszcze trudniejsze.

 

Komentarze (2)
Dlaczego tylko banki…
 Oceń wpis
   

Burzę wywołała propozycja ustawowego unieważnienia umów na opcje walutowe. Analitycy zgodnie dystansują się od pomysłu… komentarze w internetowych forach reprezentują skrajne poglądy, od aplauzu po dezaprobatę.

Stefan Bratkowski w numerze 6(2691) Polityki z 7 lutego 2009 zwraca uwagę w „Bank nasz pan” na te cechy banków, które w trudnych czasach mają szczególną wymowę: „banki /…/ nie znają rynków żadnej branż ani w kraju, ani za granicą” wskazując też na ich uprzywilejowaną pozycję wobec przedsiębiorców, gdyż mają postsocjalistyczny oręż w postaci bankowego tytułu egzekucyjnego.

Gdy na przełomie 2003 i 2004 roku w czasie dyskusji nad zapisami o sekurytyzacji w Ustawie o funduszach inwestycyjnych pojawił się sprzeciw na przeniesienie tego tytułu do transakcji sekurytyzacyjnych, eksperci odpowiadając na pytanie marszałka sejmu dokopali się niekonstytucyjności tego rozwiązania. W imię ochrony rynku spuszczono zasłonę milczenia nad tym stwierdzeniem, skreślając jednak to uprawienie sekurytyzacyjnym funduszom inwestycyjnym.

Te dwa, pozornie nie mające ze sobą wiele wspólnego, spojrzenia łączyć może pytanie: dlaczego tylko banki mają ponosić konsekwencje (to w przypadku opcji) i dlaczego tylko banki mają korzystać z nieuzasadnionych przywilejów (to w przypadku postsocjalistycznego dziedzictwa).

Kryzys odmieniany w różnych przypadkach… wiele tłumaczy a nawet i usprawiedliwia. I oczy wszystkich kierowane są na parlament. W oczekiwaniu na ustawy. Nawet autor przywołanej publikacji, Stefan Bratkowski puentuje ja oczekiwaniem, „że w możliwie krótkim czasie nasz Sejm przeprowadzi tych parę ustaw – odtwarzających nadzieję”. Mowa jest o szerokim spektrum instrumentów obligacyjnych stosowanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego w dwudziestoleciu międzywojennym.

Nadzieja zawsze umiera ostatnia, więc nie należy jej przekreślać, nawet jeśli chodzi o możliwości naszego parlamentu. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że w tym zakresie jest możliwe całe spektrum działań przy obowiązującym stanie prawnym. Dziś bez zatrudniania poselskich umysłów można uruchomić działania, których skutek dla gospodarki może być śmiało porównywany z tym co w latach międzywojennym i okresie powojennym zrobiły dla zakorzenienia się instytucji kapitalizmu spółdzielcze systemy oszczędnościowe. Możliwe jest to w oparciu o instrumenty dłużne (zarówno weksle jak i obligacje), dla których trzeba uruchomić oprzyrządowanie pozwalające je dynamicznie wykorzystywać. Sposobom poświęcę w najbliższym czasie kilka zdań, wskazując na możliwe do wdrożenia przykłady. Od zaraz.

Komentarze (2)
Przedsiębiorstwom… przedsiębiorstwom głupcze.
 Oceń wpis
   

Trawestacja słynnej maksymy Billa Clintona ciśnie się na usta gdy stawiamy sobie pytanie: komu pomagać? Czy bankom a może kredytobiorcom (co ostatnio mgliście zaproponował wicepremier Waldemar Pawlak), gdy tym czasem odpowiedź może być tylko jedna. Przedsiębiorstwom i przedsiębiorcom.

Jeżeli kluczem do sukcesu gospodarczego jest rozwój przedsiębiorstw to tym bardziej ważne jest to w momencie kiedy mamy powody obawiać się symptomów kryzysu.

Nie ma takiej szkoły ekonomicznej, która by te reguły kwestionowała. A jednak… a jednak nie wiedzieć czemu wybór tej opcji jest dla rządzących trudny . Trudny choć chyba nie niezrozumiały.

Już w końcu sierpnia ubiegłego roku premier Finlandii przesłał kolejny plan ratunkowy, mający kosztować 100 mld dolarów i przewidujący gwarancje budżetowe dla małych i średnich firm, wsparcie rolnictwa i rybołówstwa dotkniętych podwyżkami cen paliw, wsparcie zatrudnienia w niepełnym wymiarze, ulgi dla drobnych przedsiębiorców inwestycje w infrastrukturę a nawet zniżki w komunikacji i opłatach za korzystanie z autostrad aby ruszyć z miejsca zasiedziałą silę roboczą. Ale to sytuacja wyjątkowa, i chyba potwierdzająca regułę, więc u nas takie działanie…

Skąd zatem ta trudność by pójść w ślady Finów? Przede wszystkim stąd, że jak dotąd nie upowszechniły się rozwiązania pozwalające sięgać do szerokiej palety narzędzi i instrumentów.

Na rynku jest wiele instrumentów dłużnych, których obrót oparty jest na kalkulacji, nie spekulacji. U nas stanowią one margines rynku kapitałowego, zdominowanego przez papiery udziałowe. A jak widać… nie samymi akcjami gospodarka żyje. A czasami wręcz przeciwnie…

Może jednak jest cień szansy na zmiany. Właśnie Katowicki Holding Węglowy zamierza wyemitować krótkoterminowe obligacje i skierować je do własnej grupy kapitałowej. To jeden z pierwszych przejawów sięgania po finansowanie pozakredytowe by zysk z alokacji środków pozostał w grupie zamiast trafić do banków.

Jeżeli podobne temu działania wesprzeć sprawnymi narzędziami, to wówczas są szanse na kreowanie lokalnych rynków kapitałowych i wyłaniania się animatorów tychże. I tu jawi nam się jeden z adresatów wsparcia i pomocy Państwa. Bo przede wszystkim to animatorzy tych rynków powinni być adresatami i beneficjentami pomocy Państwa, która to pomoc oparta również na dobranym instrumentarium, nie musi nosić znamion pomocy publicznej. I wtedy będziemy mogli mówić, ze dajemy potrzebującym wędki a nie ryby, gdyż tak adresując państwową pomoc tworzy się szansę by nie tracić obecnej dynamiki i zasadnie oczekując nie tylko na jej utrzymania ale być może i powolnego wzrostu.

Komentarze (1)
Sekurytyzacja... ale jaka?
 Oceń wpis
   

Czy warto zajmować się dziś sekurytyzacją? Prawie dla wszystkich pytanie to jest retoryczne. Niestety z wskazaniem na niechęć wobec tej formy finansowania. I z perspektywy doświadczeń ze światowych rynków można by się z tym zgodzić, ale pod jednym warunkiem – że mówimy o sekurytyzacji należności bankowych. Zupełnie inaczej jest, gdy ta sama technika finansowania dotyczy innej grupy aktywów – należności podmiotów gospodarczych. Nie znającym tej problematyki, nie sposób w paru zdaniach uzasadnić to stanowisko, bez sprowadzania zagadnienia do zbyt daleko idących uproszczeń. Tym, którzy z tymi zagadnieniami się już zetknęli, tych oczywistych różnic udowadniać nie trzeba. Niemniej wszystkich zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z informacjami w sekurytyzacyjnym serwisie informacyjnym dostępnym pod domeną sekurytyzacja.info a niebawem wzbogaconym nowym serwisem pod adresem domeny sekurytyzacja.pl (na razie następuje przekierowanie na ten pierwszy adres).

Powodzenie sekurytyzacji bardziej dziś zależy od rozwiązań organizacyjnych niż legislacyjnych. Te drugie na chwilę obecną są wystarczające. Istotniejsze jest zastosowanie takiego rozwiązania narzędziowego, które pozwoli inicjatorowi (aranżerowi) sekurytyzacji w pełni dysponować podmiotem emisyjnym (mam na uwadze spółkę kapitałową w myśl ustawy Prawo bankowe) nie pozostając z tym podmiotem w związkach kapitałowych i organizacyjnych. Coś tak, jakby zjeść ciastko i mieć ciastko. W tym przypadku jest to możliwe, zręby tego rozwiązania w warunkach krajowych zostały praktycznie zweryfikowane w latach 1999/2000 w przeprowadzonym z sukcesem wdrożeniu transakcji sekurytyzacji przyszłych należności podmiotów gospodarczych.

Dziś tamto rozwiązanie wzbogacone zostało możliwościami jakie niesie informatyzacja. Odpowiednie wykorzystanie dedykowanych tym transakcjom rozwiązań informatycznych, pozwala nawet na „wyprowadzenie” funkcji agenta płatniczego z banku do wyspecjalizowanego w tej usłudze niebankowego podmiotu gospodarczego. Ta możliwość znacznie wzbogaca możliwości operacyjne serwisanta, pozwalając inicjatorowi (aranżerowi) transakcji sekurytyzacyjnej na większą swobodę obsługi transakcji i wszystkich powiązanych z nią działań.

W tej sytuacji jeszcze mocniej nabiera znaczenia definiowanie podmiotu emisyjnego, którym jest spółka celowa (SPV) będąca spółką prawa handlowego jako specyficznego „rachunku bankowego” z niezbędnymi cechami osoby prawnej. Te rozwiązania są dziś dostępne i wystarczy po nie sięgnąć.

Wobec sekurytyzacji nie powinno się mieć nadmiernych oczekiwań ale też nie powinno się od niej lękliwie dystansować.

Komentarze (0)
Tusku musisz!
 Oceń wpis
   

Profesor  William Lazonick z University of Massachusetts w Financial Times, z dnia 26.09.2008 pisał: „W listopadzie 2007 roku Abu Dhabi Investment Authority zainwestował w Citigroup 7,5 miliarda dolarów; to niemal tyle, ile bank ten wydał na odkup akcji w latach 2006-2007. Merrill Lynch w ciągu dwóch lat przeznaczył ponad 14 miliardów dolarów na odkup akcji, ale w styczniu 2008 roku musiał sprzedać 12,7-procentowy pakiet, by pozyskać dziewięć miliardów dolarów od zagranicznych inwestorów. Morgan Stanley, który na odkup akcji w latach 2006-07 przeznaczył siedem miliardów dolarów, sprzedał swój 9,9-procentowy pakiet chińskiemu funduszowi suwerennemu za pięć miliardów dolarów. Teraz zgodził się na przejęcie. Lehman Brothers, który w latach 2006-2007 skupił swoje akcje za pięć miliardów dolarów, jest bankrutem”. Pewnie przykłady z tej listy można by mnożyć.

A u nas? Najpierw Uni Credito wystawia miażdżąca wycenę akcji Lotosu, a potem Paribas daję swoja prognozę wzrostu gospodarczego dla Polski na poziomie 0,4% gdy rządowa zmniejsza wcześniejsze założenia budżetowe z 4,8% do 3,7%. O trafność prognoz można wieść nieustanny spór, który zweryfikują realne wyniki. I można by powiedzieć, ze nic w tym dziwnego, gdyby nie to, ze zdarzenia te jawią się nam we wrażliwym dla wszelkich ocen i prognoz momencie. Czy przypadkiem nie jest tak, że banki, przysługując się nakręcaniu sprali kryzysowej nie zachowują się jak złodziej który uciekając woła: łapaj złodzieja.

Przyjmuje się, a przynajmniej dotąd przyjmowało, że banki są instytucjami zaufania publicznego. Zakłada się, że publiczne zaufanie do banków opiera się na regulacjach ostrożnościowych zapewniających bezpieczeństwo depozytom. Natomiast komentator Financial Times (26.09.2008) zauważa: „Banki nie są od tego, żeby im ufać. I nie jest to pogląd społeczny, ani wygłaszany przez polityków – to punkt widzenia samych banków. /…/ Skoro banki nie ufają sobie nawzajem, to komu ufają? Odpowiedź brzmi: wyłącznie rządowi”. Tyle komentator.

I tak w kontekście tych faktów, słuchając dziś wywiadu jakiego udzielił premier Donald Tusk w programie Tomasz Lis na żywo, gdzie nie obyło się bez pytań o zagrożenia kryzysowe, nie mogę oprzeć się apelowi „Tusku musisz…” Nie jestem w tym oryginalny, bo powtarzam to zawołanie za Polityką, która z okładki 41 numeru z 13 października 2007 roku, dramatycznie apelowała do Donalda Tuska by wygrał wybory mówiąc: „Co Platforma może zrobić, żeby pokonać PiS”. Dziś ten podtytuł można strawestować: Co Rząd może zrobić żeby pokonać kryzys - życząc rządowi, by tak jak tamto, tak i to zawołanie okazało się prorocze.

Komentarze (3)
I sekurytyzacji się oberwało…
 Oceń wpis
   

Profesor Marek Belka nie jest odosobniony gdy twierdzi*, że „Instrumenty sekurytyzacyjne na jakiś czas znikną (…)” uznając, że symptomom kryzysu na rynkach finansowych winna jest sekurytyzacja. Jest w tym sporo racji, gdy sekurytyzację odnosimy jedynie do portfela należności bankowych. Zupełnie inaczej jest gdy rozwiązania sekurytyzacyjne chcemy wykorzystać do przyspieszenia przepływów finansowych w  podmiotach gospodarczych, poddając sekurytyzacji ich przyszłe należności.

W Polsce próbowaliśmy z powodzeniem na przełomie wieków (sic!) XX i XXI wdrożyć rozwiązania pozwalające na sekurytyzację portfeli przyszłych należności. Wspominałem o tym przed dwoma laty.

Wracam do tematu, bo właśnie obecna sytuacja czyni te mechanizmy nieodzownymi do obrony gospodarki przed symptomami kryzysu.

Na przestrzeni dziesięciolecia nic szczególnego się w tym względzie nie wydarzyło poza ustawowym zakotwiczeniem sekurytyzacji w Ustawie o funduszach inwestycyjnych i ustawach w których ta wprowadza zmiany, ze szczególnym uwzględnieniem ustawy Prawo bankowe i Ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Podczas prac legislacyjnych, poza zdefiniowaniem szczególnej formy funduszy inwestycyjnych wskazano, że podmiotem emisyjnym mogą być również specjalnie powoływane w tym celu spółki kapitałowe.

Tak jakoś się stało, nie pierwszy raz zresztą,  gdyż z niestaranności legislacyjnej wynika, że sekurytyzacyjne fundusze inwestycyjne sobie a podmioty emisyjne, którymi mogą być spółki prawa handlowego, sobie. Coś z tym trzeba zrobić. Może na początek przyjąć projekt uporządkowania zapisów sekurytyzacyjnych w obowiązujących ustawach.  Wówczas gdy procedowano nad Ustawą o funduszach inwestycyjnych zawierającej regulacje sekurytyzacyjne był też złożony do laski marszałkowskiej projekt Ustawy o sekurytyzacji. Dziś nie trzeba już do tego wracać, ale warto by proponowana w 2003 Ustawa o sekurytyzacji została rozpisana „na głosy”  poprzez zewidencjonowanie i ujednolicenie zapisów sekurytyzacyjnych w poszczególnych ustawach,  w których już te odniesienia się pojawiły i wskazanie tych, które o zapisy sekurytyzacyjne należałoby uzupełnić. Takie  pakietowe rozwiązanie legislacyjne (wprowadza możliwość sprawnego  nowelizowania) kompleksowo określi warunki brzegowe i niezbędne szczegółowe uregulowania i co najważniejsze jest do przeprowadzenia nawet w rozpolitykowanym parlamencie.

A zacząć by należało od wyprowadzenia definicji sekurytyzacji umożliwiającej rozróżnianie obsługiwanych portfeli oraz zdefiniowania i określenia roli podmiotu emisyjnego. Będzie to pierwszy krok likwidujący niemerytoryczną interpretację podmiotu emisyjnego, dziś nie utożsamianego  z transakcjami opartymi o sekurytyzacyjne fundusze  inwestycyjne.

Wówczas łatwiej i odpowiedzialniej można będzie dyskutować czym jest sekurytyzacja - szansą czy zagrożeniem?

*) 20 pytań do… Marka Belki – Kazimierz Krupa, Grzegorz Cydejko Forbes 11/08

Komentarze (1)
Czas na dłużne...
 Oceń wpis
   

We wstępniaku Forbs Inwestor, jego naczelny pisze, że wielcy specjaliści milczą (…) i jak ognia unikają prognozowania w którą stronę pójdzie rynek. Dalej w numerze w Investor-Info z tekstu „Albo marka, albo…” dowiadujemy się, jak bezskutecznie nowo pojawiająca się firma na rynku ze zweryfikowanymi prognozami rynkowymi, zabiegała o pozyskanie finansowania z giełdy. Wypowiadający się tam prezes zarządu tej spółki kończy swoją wypowiedź stwierdzeniem, że czasem warto poza cyframi i procedurami, użyć dobrze rozumianej wyobraźni.

Podpisując się pod tą tezą, chciałbym pójść dalej. Pracując od wielu lat nad rozwiązaniami dla lokalnych rynków kapitałowych koncentrowałem swoja uwagę na instrumentach dłużnych i choć nigdy nie sięgałem do satysfakcji twierdząc co jakiś czas, a nie mówiłem… to niezmiennie uważam, że czas zdetronizować papiery udziałowe emitowane dla finansowania celów inwestycyjnych sięgając po dłużne, oparte na kalkulacji, miast tych pierwszych wabiących swymi spekulacyjnymi atutami.

Dziś, mówiąc językiem moich dzieci… Uni Credito mogło by skoczyć… Lotosowi, gdyby ten w swoich aktywach finansujących śmiałe inwestycje, miał to finansowanie zbudowane na papierach dłużnych. Cóż można by zarzucić wyemitowanym obligacjom, których terminy zapadalności jak i rentowność skorelowana byłaby z perspektywą inwestycyjną. A tak… mamy co widzimy.

Może więc właśnie dziś, przy wtórze kasandrycznego krakania, należy śmiało zweryfikować dotychczasowe sympatie rynkowe i spojrzeć na niebazujące na spektakularnych obietnicach papiery dłużne, zapewniające jedynie „podręcznikowy” trwały dochód.

Komentarze (1)
A jednak... seminarium
 Oceń wpis
   

Przygotowuję się do udziału w seminarium „Vademecum sekurytyzacji ze szczególnym uwzględnieniem bankowych wierzytelności hipotecznych - oczekiwana praktyka a ramy obowiązujących przepisów”, które organizuje Fundacja na Rzecz Kredytu Hipotecznego w dniu 28 listopada. Jestem tam jednym z referentów, w zacnym gronie znawców i specjalistów z tej tematyki: „Modelowanie transakcji sekurytyzacyjnej – pragmatyczne podejście, procedury i czynności związane z utworzeniem spółki celowej, transferem wierzytelności, emisja papierów wartościowych oraz rozliczeniem transakcji” – tak brzmi mój temat i jego rozwinięcie.

Pomimo, że najdalej jutro powinienem organizatorom przesłać slajdy swojej prezentacji, ciaglę stoję przed dylematem, który tak ironicznie wybrzmiewał w moim pierwszym wpisie na tym forum. Jak wyeksponować pragmatyzm, by uwiódł on wyobraźnię potencjalnych inicjatorów procesów sekurytyzacyjnych, pozwalając im dostrzec w narzędziu sekurytyzacyjnym klucz do rozwiązania ich perspektywicznych potrzeb finansowych.

Upieram się przy stwierdzeniu, które pewnie po raz kolejny powtórzę i na listopadowym seminarium, że sekurytyzacja jest produktem o nieuświadomionym popycie… ale też z drugiej strony nie jest panaceum na wszystkie… (no właśnie – czy aby pojęcia „dolegliwości” tu można uzyć?), bo czasem boję się, że zanim sekurytyzacja stanie się tak dostępnym instrumentem aktywnej polityki finansowej przedsiębiorstw, banków czy instytucji samorządowych, nie będzie musiała przejść tej co leasing drogi, by w świadomości jej „użytkowników” przestać być „brzytwą” podawaną tonącym przedsiębiorstwom. Przez ileż to lat, leasing był traktowany jako ostatnia szansa na znalezienie finansowania w szczególnie trudnej sytuacji, gdzie już trudno było mówić o jakiejkolwiek zdolności kredytowej strony poszukującej finansowania.

Zastanawiam się czy i sam nie dorzuciłem kamyczka do takiego pojmowania sekurytyzacji, skoro pilotażowy program zrealizowany z niekwestionowanym sukcesem, dedykowałem „najtrudniejszej chyba wówczas z branż … właśnie w górnictwu węgla kamiennego, wdrażając owe zastosowanie w spółce w najtrudniejszej sytuacji finansowej.” – o czym ostatnio wspomniałem. Być może uległem złudzeniu, że jeśli zademonstruję instrument zdający egzamin we wdrożeniu w tak skrajnie trudnych uwarunkowaniach, to jego promocja dla ustabilizowanych odbiorców będzie fraszką… Dziś, skłonny jestem przyznać, że raczej wywołało to skojarzenie jednoznacznego przeznaczenia tego instrumentu dla obolałych ekonomicznie gospodarczych struktur a jednym z dowodów słuszności takiego domniemania, jest legislacyjne zakotwiczenie sekurytyzacji należności bankowych w ustawie o funduszach inwestycyjnych, jako narzędzia do restrukturyzacji portfeli udzielonych kredytów i pożyczek, stanowiących aktywa nieregularne (po prostu stracone).

Zresztą tej ustawie i jej sekurytyzacyjnym zapisom zamierzam poświęcić nieco więcej uwagi, może już po wspomnianym seminarium, gdyż zawiera ona niekonsekwencje i nieścisłości i wywoływała, wywołując nadal wiele rozbieżnych interpretacji.

Przymierzając się do redakcji kolejnych slajdów swojego seminaryjnego wystąpienia, nie mogę uwolnić się od przekonania, że dziś jedno wdrożenie dało by więcej argumentów uświadamiających popyt, niż najcelniejsze prezentacje pragmatycznych podejść i uwarunkowań… na szczęście jest ono dziś już na tyle bliskie, że warto je wesprzeć także seminaryjnymi slajdami…

Komentarze (0)
1 | 2 |
Archiwum
Rok 2011
Rok 2009
Rok 2008
Rok 2006
Kategorie
Finanse
O mnie
Jarosław Ławrynowicz
doradca ekonomiczny, Prezes Zarządu Spółki Zakład Ekspertyz Gospodarczych
Najnowsze wpisy
2011-09-17 20:41 Senat 2011… dlaczego?
2011-06-03 11:09 Inicjatywa skazana na przespanie?
2009-02-24 17:57 Chapeaux bas…
2009-02-10 11:03 Dlaczego tylko banki…
2009-01-23 13:18 Przedsiębiorstwom… przedsiębiorstwom głupcze.
Najnowsze komentarze
2011-09-19 18:30
aaarghhh:
Senat 2011… dlaczego?
Immunitet też się przyda, prawda Panie Jarosławie ;>
2011-05-06 15:51
karta kredytowa:
Czas na dłużne...
Na dłużnych papierach można naprawdę fortunę zbić.
2011-05-06 15:49
kredyty hipoteczne.:
Przedsiębiorstwom… przedsiębiorstwom głupcze.
Otóż to, wędki a nie ryby. Tymczasem (tak trochę z innej beczki ale niezupełnie z innej) ludzie[...]